Paznokcie w polskich domach nie zawsze były czymś, nad czym w ogóle się zastanawiano. Przez dekady ich historia szła w parze z tym, co akurat było dostępne na rynku i na co było stać przeciętną kobietę, a nie z tym, co akurat modne. Dziś, kiedy manicure jest na wyciągnięcie ręki w każdej galerii handlowej, łatwo zapomnieć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu pomalowane paznokcie potrafiły być prawdziwym osiągnięciem.
Z tego artykułu dowiesz się:
- czym były pierwsze lakiery do paznokci, zanim stały się produktem kosmetycznym,
- jak wyglądała pielęgnacja paznokci w czasach PRL, kiedy nawet szminki brakowało w sklepach,
- jakie paznokcie nosiły Polki w latach dziewięćdziesiątych i co wtedy oznaczały,
- co dziś mówią o nas tipsy i hybrydy, według najnowszych badań i głosów z branży medycznej.
Zanim malowanie paznokci było czymś zwyczajnym
Pierwszy lakier do paznokci w dzisiejszym rozumieniu pojawił się dopiero w 1914 roku, i wcale nie powstał z myślą o urodzie. Miał chronić dłonie robotników mających kontakt z substancjami żrącymi, dopiero z czasem zaczęto go traktować jako kosmetyk. Zanim to nastąpiło, kobiety farbowały paznokcie henną już w epoce brązu, a barwiony na szkarłatno paznokieć kojarzony był z Kleopatrą, która podobno używała do tego celu wyciągu z draceny. W średniowieczu praktyka ta na długo zniknęła, uznawano ją za niehigieniczną i niepasującą do ascetycznych ideałów epoki. Dopiero wiek dwudziesty, z francuskim patentem na manicure w stylu french z 1976 roku i rozwojem akrylu, żelu i lakierów hybrydowych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, sprawił, że pomalowany paznokieć stał się czymś dostępnym na co dzień, a nie tylko od święta.
Przeczytaj także: Psychologia paznokci. Co manicure zdradza na Twój temat?
PRL, czyli paznokcie w czasach niedoboru
Do Polski te zachodnie zmiany docierały z dużym opóźnieniem i w zupełnie innych warunkach. W czasach PRL, kiedy nawet szminkę czy puder trzeba było wystać w kolejce albo zdobyć przez znajomych, lakier do paznokci marki Celia, jeden z niewielu dostępnych na rynku, stawał się dowodem na to, że komuś chciało się o siebie zadbać mimo wszystko. Zadbane, pomalowane paznokcie w rzeczywistości ciągłych braków nie świadczyły wtedy o przynależności do elity, częściej o determinacji i pomysłowości, bo wiele kobiet robiło kosmetyki samodzielnie, z naturalnych składników, kiedy sklepowych brakowało. W tym sensie manicure w PRL mówił mniej o statusie, a więcej o uporze, żeby zachować odrobinę normalności w świecie, który tej normalności nie sprzyjał.

Lata dziewięćdziesiąte, czyli pierwszy prawdziwy boom
Transformacja ustrojowa otworzyła polski rynek na produkty i trendy, które wcześniej były poza zasięgiem. Lata dziewięćdziesiąte w Polsce to przede wszystkim kwadratowe paznokcie i klasyczny french, czyli jasnoróżowa baza z białym czubkiem, uznawany wtedy za synonim elegancji i zadbanego wyglądu. Do tego dochodziły doklejane cyrkonie i cekiny na specjalne okazje, a na co dzień neonowe i cukierkowe kolory, które dobrze oddawały ducha epoki, w końcu można było wybierać, a nie tylko brać to, co akurat było w sklepie. Manicure przestał być wtedy luksusem dostępnym dla nielicznych, a zaczął funkcjonować jako coś, co każda kobieta mogła sobie sama zafundować, choćby raz na jakiś czas.
Przeczytaj także: Nakładam ten produkt na dłonie przed snem. Rano skóra jest nie do poznania

Paznokcie dziś, czyli spór o to, kto ma prawo wyglądać elegancko
Współcześnie dyskusja wróciła, tylko w zupełnie innym kontekście. Dziennikarze Polityki, piszący o tipsach, hybrydach i klasie społecznej, opisują spór, który wybuchł po tym, jak Główny Inspektorat Sanitarny przypomniał pielęgniarkom i położnym o zasadzie krótkich, naturalnych paznokci bez lakieru. Jedna ze studentek położnictwa z Krakowa pyta wprost, czy chodzi o bezpieczeństwo pacjentów, czy o same paznokcie, zwracając uwagę, że odwiedzający noszą zwykłe ubrania, a część lekarzy zakłada fartuch na strój domowy. Pielęgniarka z Wrocławia dodaje, że pracuje w rękawiczkach i dezynfekuje ręce dziesiątki razy dziennie, więc nie rozumie, dlaczego kontrola skupia się akurat na lakierze. Prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych Mariola Łodzińska przyznaje, że taka awantura wybucha co jakiś czas, bo GIS regularnie przypomina o zasadzie „nic poniżej łokcia”. Ten spór dobrze pokazuje, że paznokcie wciąż bywają polem, na którym ścierają się różne wizje tego, jak powinna wyglądać kobieta w danym zawodzie.

Przeczytaj także: Jak syrop klonowy wylany na paznokcie. Maple syrup nails są wręcz stworzone na jesień
Pytania i odpowiedzi
W czasach PRL jednym z niewielu dostępnych na rynku lakierów była marka Celia, choć sam lakier do paznokci jako produkt istniał na świecie już od 1914 roku.
Dominowały kwadratowe paznokcie i klasyczny french, czyli jasnoróżowa baza z białym czubkiem a na specjalne okazje doklejane cyrkonie i cekiny.
Nie zawsze. W PRL częściej świadczyły o pomysłowości i chęci zadbania o siebie mimo niedoborów niż o przynależności do elity.
O zasadę „nic poniżej łokcia”, która nakazuje pielęgniarkom i położnym krótkie, niepolakierowane paznokcie. Część środowiska uważa to za kwestię higieny, część za spór o estetykę i normy wyglądu w pracy.